Drogi pamiętniku!
Dzisiaj obudziłam się wyjątkowo wcześnie, żeby pisać moją pracę magisterską. Po dwóch godzinach pisania stwierdziłam, że pójdę kupić sobie coś na obiad. Postanowiłam, że po drodze wyniosę śmieci. Idę więc do zsypu, otwieram drzwi i jak się nie wzdrygnę ze strachu! Za drzwiami bowiem stał sobie Chińczyk i patrzył na mnie zdziwiony. A jego zdziwienie wynikało nie wiem, czy z tego, że też się mnie wystraszył, czy dlatego, że nie wiedział, czemu te kartony, które próbował wcisnąć do zsypu się mu tam nie chcą zmieścić. Może w Chinach mają jakieś takie specjalne zsypy, które dostosowują otwór do śmieci, które chcesz wyrzucić, bo w Chinach mają przecież wszystko. Jak nakazuje moja polska gościnność, popatrzyłam na niego miną pod tytułem: "czemu ty tutaj to wyrzucasz, kiedy ja chcę wyrzucać", trzasnęłam drzwiami i sobie poszłam, do zsypu piętro niżej.
Na niższym piętrze zainteresowało mnie, czemu na podłodze jest tyle rozrzuconych wyrwanych z zeszytu kartek. Na szczęście jakiś instynkt nakazał mi ominąć je. Ciekawość jednak zwyciężyła i przyjrzałam im się, na szczęście nie z bliska, ale po prostu uważniej. W miejscu, gdzie kończyły się kartki zauważyłam różową maź. Wtedy mnie olśniło i od razu uciekłam jeszcze niżej. Tam leżało z kolei mnóstwo rozsypanych ziaren słonecznika i korkociąg. Wszystko się ułożyło w logiczną całość. Wyrzuciłam śmieci i poszłam na portiernię:
- Czy są dzisiaj panie sprzątające?
- Nie, nie ma. A coś się stało? - zapytała się Nasza Ulubiona Pani Z Portierni.
- Ktoś sobie wczoraj urządził imprezę na korytarzu przy zsypach. No i zwymiotował, a następnie zamiast to posprzątać, przykrył to kartkami z zeszytu.
- O matko! Takiego pomysłu jeszcze nie widziałam - uśmiała się Pani. - No niestety panie będą dopiero w poniedziałek. Ale im współczuje. Ciężko pracę tutaj mają.
- No dokładnie. Ludzie są tutaj tak bezczelni i obrzydliwi niektórzy.
- Oj to, to jeszcze nic. Gorsze rzeczy się tutaj działy...
- O nie! Chyba nie chcę tego wiedzieć.
Potem dzień już się układał całkiem przyjemnie. Dobrze mi szło pisanie pracy i ogólnie taki niezmarnowany dzień. Ale Szyszka ma taki przesąd, że jak rano zobaczysz Chińczyka, to dzień będzie zły. Dlatego przyszła godzina 21.30, siedzimy sobie zrelaksowane, a tu nagle słyszymy klucz w drzwiach. Szybka wymiana spojrzeń - "ktoś nowy się wprowadza" - i zaraz się zerwałam do drzwi. Patrzę, a tam wchodzi dziewczyna z walizką i zaczyna mówić do mnie po angielsku, że będzie z nami mieszkać. Erazmus! Po roku łażenia do administracji i tłumaczenia, że absolutnie nigdy nie chcemy mieszkać z erazmusem. Zszokowana byłam tak, że jak nakazuje polska gościnność, przywitałam się, po czym trzasnęłam za sobą drzwiami. Za chwilę znowu wyszłam, bo zauważyłam, że drzwi wejściowe zostawiła otwarte na oścież. Powiedziałam jej po angielsku, że te drzwi się zamyka, po czym znowu poszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Jak polska gościnność nakazuje.
Potem zeszłam się dowiedzieć na portierni, jak to się stało, że nas tak wykiwali. Niestety nie było już Naszej Ulubionej Pani Z Portierni tylko inna, którą nazywamy Ślepa.
- Czy teraz są kwaterowani erazmusi?
- Taak - odpowiedziała Ślepa mrużąc oczy.
- Bo ktoś nam właśnie się wprowadził do pokoju i jesteśmy zszokowane, że o takiej porze. To kto ich teraz kwateruje?
- Ja! - odpowiedziała Ślepa z wielką dumą, że ma taką ważną funkcję.
- A pani wiedziała, że oni dzisiaj przyjadą? Bo nas nikt nie uprzedził.
- Ja wiedziałam. A wy po co mieliście wiedzieć? Ważne, że ja wiedziałam. Mam listę z wolnymi pokojami i jak ktoś przyjeżdża to ich kwateruje. - odpowiedziała oburzona, że podważam jej autorytet.
Nic jej już nie odpowiedziałam, bo się tak wkurzyłam, że już bym nie mogła być miła. Tyle chodzenia i proszenia się u administracji i zostaliśmy wykiwani przez Ślepą. I to wszystko dlaczego? Bo jak rano zobaczysz Chińczyka to dzień nie będzie udany. Myślałam, że zobaczenie rzygów odwraca urok Chińczyka, ale jednak nie. Dobrze, że chociaż na razie, mimo zajebiście złego pierwszego wrażenia, które zrobiłam, koleżanka z Rumunii wydaje się być w porządku. No może tylko trochę przestraszona jest.
A tak w ogóle to uważajcie! Co trzeci człowiek na świecie to Chińczyk, więc prawdopodobieństwo, że go spotkacie i będziecie mieć zły dzień jest większe, niż to, że dzisiaj wygram 40 mln w totka.
sobota, 10 marca 2012
czwartek, 1 marca 2012
Zaginął mózg!
Ogłoszenie!
Dzisiaj jednak mój brak mózgu dał mi się najbardziej we znaki. Dzwoniła do mnie mama, dając mi namiary na lekarza, do którego kazała mi się umówić. Skończyłam rozmowę z mamą, zadzwoniłam do przychodni i umówiłam się na wizytę. Po czym wybrałam ostatni numer, zadzwoniłam i zaczęłam mamie opowiadać, jak to się umówiłam do lekarza. Mama mi nie przerywała i kiedy skończyłam, powiedziała mi że to pomyłka. Zaraz, zaraz! No tak! Ostatni numer wybrany na moim telefonie to przecież nie był numer do mamy tylko do przychodni. I tak pani z przychodni opowiedziałam, jak mnie umówiła na wizytę.
Zaginął mózg. Niezbyt używany, trochę zagracony, z kilkoma uszkodzeniami. Uczciwego znalazcę proszę o kontakt!
Dziobak.
Mówię serio. Zaginął mi mózg. Ostatnio zachowuje się jak jakiś lunatyk. Czemu? Już Wam mówię. Na przykład parę tygodni temu pakowałam się na wyjazd do Warszawy z Gorem. Mieliśmy tam być tylko w zasadzie jedną dobę z soboty na niedzielę, a dzień wcześniej miałam spędzić u sióstr w Łodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak spakować całej torby rzeczy. Na przykład wzięłam ze sobą dwie pary butów i trzy sukienki, bo mieliśmy iść do teatru i nie byłam pewna, którą będę chciała założyć. Wieczorem okazało się jednak, że mimo pełnej torby, nie miałam przy sobie takich niezbędnych rzeczy jak szczoteczka do zębów, pasta do zębów, piżamy, czy suszarka do włosów. No typowe pakowanie się na lunatyka.
Ten mój brak mózgu jest chyba też zaraźliwy, Wczoraj poszłyśmy z Szyszką na pralnię. Jak zwykle zajęłyśmy pięć pralek. Kiedy przyszłyśmy odebrać wyprane ubrania, osoby z następnej godziny były na tyle nieuprzejme, że zdążyły już opróżnić nasze pralki, mimo, że ich godzina prania się jeszcze nie zaczęła. Wkurzone wzięłyśmy to co było wyjęte, opróżniłyśmy jeszcze dwie pralki i wróciłyśmy do pokoju to rozwiesić. Kiedy już większość prania była rozwieszona nagle mnie coś tknęło:
- eee... Szyszka.... Bo ten no... Nie mamy chyba czarnego prania.
Oczywiście jaka była nasza pierwsza reakcja - na pewno erazmusy ukradły nam pranie! Wracamy do pralni go szukać, a jak nie będzie tam, to robimy awanturę. Wpadłyśmy na portiernię oburzone, że potrzebujemy klucz, bo ktoś nam pranie chyba ukradł. Wpadamy szybko do pralni, patrzymy, a tam nasze pranie wyprane spokojnie czeka na nas w pralce, tak jak je zostawiłyśmy. No cóż. Każdemu przecież się czasem zdarza zgubić pranie.
Dzisiaj jednak mój brak mózgu dał mi się najbardziej we znaki. Dzwoniła do mnie mama, dając mi namiary na lekarza, do którego kazała mi się umówić. Skończyłam rozmowę z mamą, zadzwoniłam do przychodni i umówiłam się na wizytę. Po czym wybrałam ostatni numer, zadzwoniłam i zaczęłam mamie opowiadać, jak to się umówiłam do lekarza. Mama mi nie przerywała i kiedy skończyłam, powiedziała mi że to pomyłka. Zaraz, zaraz! No tak! Ostatni numer wybrany na moim telefonie to przecież nie był numer do mamy tylko do przychodni. I tak pani z przychodni opowiedziałam, jak mnie umówiła na wizytę.
Ja naprawdę zgubiłam mózg! I nawet wiem chyba, w którym momencie mi wypadł. Bo jakby tych wszystkich nieszczęść było mi za mało, ostatnio spadła na mnie półka. Taka półka, która wisiała nad moim łóżkiem i na której trzymałam wszystkie książki. Kiedy spadła na mnie z całą zawartością, dopiero zrozumiałam, że faktycznie może był już na niej zbyt duży ciężar. Niby nie spadła mi na głowę, bo wtedy pewnie już bym w życiu nic nie napisała, chyba że z zaświatów, tylko na plecy mi spadła, ale może jakoś siła uderzenia była na tyle duża, że drgania przeszły od kręgosłupa do głowy i wypchały mózg. True story!
Dlatego jeśli ktoś znajdzie mój mózg, to proszę mu powiedzieć, że za nim tęsknię i żeby do mnie wrócił.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)